Wrucielim na zabawe, tańcowali chłopaki ze wsi. Po dwuch, czy trzech tańcach muzykanci przestali grać, żeby odpocąc. Po przerzie gdy muzykanci zacęli grać Stasiek Malonów podset do nich i klepnął w ręce. Muzyka przestała grać, a on zapoziedział kto będzie teraz się bazioł i muzi: a teraz zatańcy Chudek, Gleba i dwuch z Bakuły.Tańcownicy do psiersego tańca samemu się nie brało.Każdemu jeden z Browarzakow przyprowadzioł pannę. Najpsierw jemu sie skłoniło dziękując za przyprowadzenie panny, a później pannie i poszło się z nią tańceć. Sceśniaki dobrze grali parę tańców. Oberki, polecki, walczyki, tango i inne tańce. Posło nas tańceć z osiem par. Ciasno beło ale dobrze, bo w tańcu już można było się i rozgrzać. Mnie się dostała dziewucha niebrzydka, trochę mniejsa ode mnie, scupła, niała ciemne włosy i jescse splecione w warkoce. Z zidzenia ją znałem, a bliżej nie. Tańcować chyba mogła lepsiej ode mnie, bo w sybsech tańcach az poddrygiwała. Ja starałem się żeby choć po nogach jej nie deptać, bo to wstyd. Ja bełem z niej zadowolony. Ale ona zidać nie bardzo. Bo gadka nam się nie sykowała. Albom się jej nie podobał, albo niała już innego, a ze mną tańcowała z oboziąsku. Toć nikt z sobą na inną zieś panny wtedy nie wozioł. Wytancowalim chyba z sześć tańców. To i tak duzo. Bo cekali na swą kolej chłopaki z Cerziańskich a i starzy to jest „orace" tez nieli chęć potańcować.
Frankoziu jek zauwazołem trasieła się dziewucha duzo zdatniejsa od niego. Nie znałam jej. Może beła u koleżanki jeka z innej wsi. Franek chwalił się potem ze jego tancerka beła zdatnia. Niała cem jeść, cem oddychać, i na cem siedzieć.
Przestojelim kawał casu w siani, bo na dworzu było za zimno. Napalelim się papierosów, napatrzelim i na panny w tańcu, i na ludzi z Browaru. Z niektórani się i pogadało, bo po wodce każdy rozmowny. Do kolacji dostalim jesce raz potańceć.
Gdzieś po północy - bo kto niał wtedy zegarek - wzieni nas na kolacją.W izbie zaraz po sąsiedzku. Beła nas pełna izba. Bo niejscowe z dziewcakani i my, goście. Muzykanci grali wtedy dla oracow i tez nieli w tem casie koalcje.Przydała się już i ciepła kapusta z niesem i z troche wypsić. Z wypsiciem to już trzeba beło uwazać. Bo jem samogony na pewno starceło, ale o upsiciu się nie beło mowy. Bo i wstyd, i potańcować się jesce chciało, a i do domu daleko.
Nalewali wodkę wszystkiem ale nie naraz, bo skąd by wzieli tyle śklanek.Psieli tez koleją. Dziewcaki się wymaziały, ale tez jem nalewali tylko nieduzo.One i tego nie wypsiały. Umoceła usta, a reśtę wylała pod stoł. Takie wylewanie pod stoł przyjęte było i na weselach. Cęsto nogi do kolan beły po oblewane. Skońceło się wylewanie wodki jek przestali sobzie robzieć, a zaceli kupować. Wtedy boł zwyczaj ze kto nie chciał psić, to przwracał kielisek, i abo mu nie nalewali - dziewcakom, - a chłopakoziu nieraz w niegrzecy sposób zwracano uwagę: zieś -ja mom tez świnie, ale one korytka nie przewracają - i podnosioł kieliszek i nalał. Ale to jus beło wtedy jek kieliszki beły.
Po kolacji wrucielim na zabawe, każdy weselsy i jesce chętniejsy do tańca. Co prawda orace już pośli z kobzietani spać i ławki beły wolniejse, ale wszyscy na raz by się nie zniejścieli w tańcu, a po drugie to i dziewcakow dla wszystkich by nie starceło. W dodatku jek belo lużniej to zaraz zaceli robzieć kołecka, i para za parą, tak dla urozmaicania i żeby potańcować z trochę z kazdą panną. Z Browarzakow najlepsiej wychodziło to prowadzenie Jozwoziu Malonowamu. My dostalim jesce dwa razy potańceć z teni sameni chłopakani i z Cerzianiakani. Jek my tańcelim, to kołecka wyprowadzał taki chłopak z Chudka. Niał trochę krecone włosy, nie znom go, ale rządzioł dobrze. Pannę do tańca brało się która beła wolna, o wyborze nie beło mowy.
Po tech paru tańcach, nie nielim na co dłużej cekać. Podziekowalim chłopakom za gościne, z któreni moglim się spotkać. Poprosielim Stefana żeby posed z nani wyprowadzić kobełke, załozelim ją do zajdkow, podziekowalim Stefanoziu i do domu. Kobełka nieżle zmarzła, to gnała do domu jak ziatr. Jesce ojce nie wstali, już belim w domu.
Patrz Jozef, jek ni się to wszystko przybaceło.
Zies co Kazik, wysłuchałem cię do końca. Ale ty w tem Browarze to chyba bełeś krucej niż ni to opoziedałeś. Ze lubziś duzo gadać, to ja ziem. Ale żeby tak ględzieć, to jescsem cie nie słyszał.
A jek Józef, byś chciał żeby ci to krącej opowiedzieć, to mogłem poziedzieć tylko tak: -zies co, belim w Browarze na zabazie która beła w Sylwestra i takam się ugościli i natańcowali z dziewcakani - ze nawet się za droge nie opłaciło. - Ale to by beła nieprawda.
Albo jek ta jedna pani poziedziała, gdy się zapytała jej kolezanka w robocie jek spedziłaś Sylwestra ? Ona poziedziała; wcalem go nie spadzała, sam zlaz.
Zidzis Józef, ona niała dopsieru krotkie wspomnienie.
Na drugi raz jek będę ci co opoziedał to postarom się to zrobzieć krócej, tylko co ty z tego bedzies paniętał.
A zobac, oto i orkiestra: Tadek Olkowski, Wacek Sobieraj, Mietek Szcześniak
i jego ojciec Władek. To zdjęcie już z pożniejsych lat.